Producenci

Informacje

PrestaShop

Newsletter

Aktualności

Posted by
Somlo

Było późne popołudnie, kiedy dotarliśmy do Somlo. Na zdjęciach góra nie robi takiego wrażenia, jak w rzeczywistości. Ani fotografie z internetu, ani te, które próbowałem sam zrobić, nie oddawały specyficznej przestrzeni, wypełnionej pofałdowanym łagodnym stokiem u podnóża i czarnymi ścianami bazaltu bliżej szczytu. Wokół – przejrzysta równina oświetlona marcowym słońcem zbliżającym się do horyzontu.

Krajobraz Somlo

Drogi wśród tych winnic przebiegają głębokimi niekiedy rowami, prowadzonymi pomiędzy bazaltowym murem. W czasie intensywnych deszczów zapewne zamieniają się w rzeki. Podjazdy bywają bardzo strome. Na jednym omal nie spaliliśmy sprzęgła. Trzeba było wysiąść i iść pieszo.


Krzewy z rzadka wypuszczały pąki, niektóre, zapewne odmiany wcześniej rozpoczynające wegetację lub z lepszą ekspozycją słoneczną – miały już drobne listki. Pomiędzy nimi nie kręcił się żaden człowiek. Chcieliśmy porozmawiać i spróbować win, ale wyglądało na to, że bez włamania się nie obejdzie. Widocznie wszyscy zakończyli prace w winnicach i zdążyli wrócić do domów.


Kiedy mieliśmy już zawracać, z naprzeciwka nadjechał jakiś samochodów i zatrzymał się do mijanki. Drogi są tam wąskie i tylko w niektórych miejscach da się swobodnie przejechać w dwa samochody. W jednej z takich zatoczek zatrzymał się ten z naprzeciwka, żeby nas przepuścić. Nie można było nie skorzystać z okazji. Na pytanie – czy tu gdzieś jeszcze można spróbować wina, człowiek z samochodu odpowiedział pytaniem – czy umiemy ładnie poprosić. Umieliśmy.

Niewielkie winnice...

János Molnár (bo tak nazywał się napotkany hodowca) to uśmiechnięty brodacz, bardzo serdecznie traktujący swoich gości. Jego domek stał zaledwie kilkanaście metrów od miejsca, w którym się spotkaliśmy. Winiarnia wyglądała trochę jak warsztat pracy, a trochę jak letni domek rekreacyjny. Na samym początku zaproponował kieliszek palinki, odpowiedziałem że może lepiej najpierw wino. Zanim zeszliśmy do piwnicy udało się chwilę porozmawiać.


Piwnica, którą zobaczyliśmy w niczym nie przypominała tych z Villany czy tokajskich. Zamiast setek metrów labiryntów było to po prostu podpiwniczenie jego niewielkiego domku. Stały tam cztery wielkie, stare beczki (po kilka tysięcy litrów) i cztery kadzie. Beczki były stare, ich jedyną funkcją jest zapewne mikrooksydacja. Jeśli chodzi o kadzie, zdziwił mnie materiał, z którego były wykonane. Wyglądał na jakieś niezidentyfikowane tworzywo sztuczne. Zapytałem Molnára o ten materiał, na co odpowiedział z właściwą sobie bezpretensjonalną szczerością – że nie wie. Uśmiechnął się i stwierdził, że mają atest do kontaktu z żywnością.


János Molnár
 jest jednym z bardzo wielu winiarzy z Somlo, którzy dysponują maleńkim skrawkiem ziemi – zaledwie 0,6 ha. Ta piwnica z pewnością całkowicie wystarcza dla jego potrzeb. Uprawia wyłącznie furminta, nie ma ani sławnego juhfarka, ani olaszrizlinga. Zaczęliśmy od wytrawnego rocznika 2016, następnie 2015 „z cukrem resztkowym, na pewno spodoba się pani”. Pani była z nami tylko jedna i rzeczywiście, nie wyglądała na niezadowoloną. Mnie bardziej podobał się wytrawny. Oba wina były mineralne, o dość czystym charakterze, z charakterystyczną dla Somlo „kamiennością”. Nie wyróżniały się niczym szczególnym, ale gdyby pojawiły się na stole podczas obiadu, z przyjemnością bym się napił. János Molnár wyraźnie cieszył się, że próbujemy, rozmawiamy o nich, robimy zdjęcia piwnicy i upraw dookoła. Kiedy skończyły się w kieliszkach „degustacyjne” ilości obu win, zachęcał, żebyśmy sobie dolali „jak należy”.

...oraz wielkie winnice

Największym producentem regionu jest Kreinbacher, obecnie dysponuje 70 ha. winnic i ma apetyt na więcej. W porównaniu z 0,6 ha. Jánosa Molnára to gigantyczny areał. Jest to największy obecnie producent w Somlo, wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze większy, bo kupuje każdy dostępny kawałek ziemi. Molnár także odsprzedał kawałek swojego, już wtedy niewielkiego, areału w 2010 roku. Miała wtedy miejsce gigantyczna katastrofa, nazywana przez miejscowych „czerwonym mułem”. Winiarz stracił wówczas część dobytku, między innymi dom (w innym regionie). Odbudował go właśnie z pieniędzy ze sprzedaży kawałka ziemi; zostało mu wspomniane wcześniej 0,6 ha. Obecnie hektar ziemi w Somlo kosztuje w przeliczeniu około 300 tys. zł.


Skorzystaliśmy na końcu z zaproszenia na palinkę na piętrze. Czas wizyty się kończył, niektórzy zadawali jeszcze jakieś pytania, ja przyglądałem się ścianom i półkom. Miejsce było zadbane, na dwóch regałach leżało sporo węgierskich win z różnych regionów, było też kilka butelek z innych krajów. Sporo branżowych gadżetów, jak np. butelka w kształcie... szpady. Pełna. Wino jednak nie da się oderwać od historii. Szpada w winiarni i ruiny zamku na szczycie w jakiś sposób dopełniały się.


Jeśli interesują Cię wina z Somlo, zapraszamy do naszego sklepu online [LINK]


Tekst i zdjęcia: Sławomir Płatek